Publiczne defibrylatory ratują życie
Umieszczone w miejscach publicznych i obsługiwane przez pobieżnie przeszkolone osoby defibrylatory są rzeczywiście potrzebne – dowodzą badania opublikowane w „European Heart Journal”.
Zatrzymanie akcji serca to stan bardzo niebezpieczny dla życia. Może wystąpić w przebiegu wielu chorób serca, które przestaje się kurczyć lub jego komory zaczynają migotać (kurczyć się bardzo szybko, ale nieskutecznie). Efektem jest ustanie krążenia krwi i utrata przytomności. W tym stanie z każdą minutą szansa przeżycia spada o 7-10%. Po 12 minutach przeżywa tylko 2-5%. Natomiast jeśli w pierwszej minucie zostanie użyty defibrylator – chory ma 90% szansę przeżycia. Jeszcze po 8 minutach szanse wynoszą 15%.
Defibrylator, którego elektrody przykłada się do klatki piersiowej pacjenta wytwarza silny wstrząs elektryczny, który „resetuje” mięsień serca i pozwala mu powrócić do normalnej pracy. W wielu miejscach publicznych instaluje się defibrylatory przystosowane do obsługi przez osoby bez przygotowania medycznego.
Automatyczny defibrylator jest zbliżony wielkością do sporej książki. Potrafi wskazać obsługującej go osobie, czy potrzebna jest defibrylacja i kiedy ją przeprowadzić. Trzeba go uaktywnić, przyłożyć elektrody do klatki piersiowej ratowanej osoby, postępując zgodnie z udzielanymi głosem instrukcjami. Osoby postronne powinny zachować dystans – silny impuls mógłby kogoś porazić.
Naukowcy z uniwersytetów w Mediolanie, Brescii i Seattle przeprowadzili zakrojone na dużą skale badania nad skutecznością publicznie dostępnych defibrylatorów.
Badanie objęły włoski region Brescii (4800 kilometrów kwadratowych), zamieszkały przez ponad milion ludzi. Rozmieszczono tam automatyczne defibrylatory (jeden na 22 700 mieszkańców) i przeszkolono 2186 ochotników (uczestniczyli w pięciogodzinnym szkoleniu).
Przed wprowadzeniem defibrylatorów tylko jedna na 100 osób miała szanse przeżyć co najmniej rok po nagłym ustaniu akcji serca bez trwałych uszkodzeń układu nerwowego. Po wprowadzeniu defibrylatorów odsetek ten wzrósł do trzech osób na 100 – przy czym lepsze wyniki osiągnięto w miastach niż na wsi. Jest tam więcej defibrylatorów i łatwiej o świadków, którzy udzielą pomocy potrzebującemu.
Naukowcy obliczają, że koszt ocalenia życia na okres jednego roku przez program rozmieszczenia defibrylatorów wyniósł 24 000 euro.
W Polsce w wyniku nagłego zatrzymania krążenia krwi umiera rocznie 40 tys. osób. Zdarzają się wśród nich także ludzie młodzi i pozornie zdrowi.
Źródło: Polska Agencja Prasowa
