Epidemia ze wschodu
HIV szerzy się na Ukrainie i w Rosji szybciej niż w Afryce. Wirusem zakażają się młodzi, wykształceni heteroseksualni przedstawiciele klasy średniej. To już nie jest choroba gejów, narkomanów, więźniów i prostytutek. W najbiedniejszych krajach Afryki i Azji z wirusem HIV żyje dziś blisko 36 milionów osób. Niemal wszyscy zakażają się tam przez seks, co oznacza, że niemal wszyscy są zagrożeni.
Rosjanie, Ukraińcy, Estończycy czy Polacy do niedawna w ogromnej większości mogli się czuć bezpiecznie. W Europie Wschodniej i Środkowej epidemia rozwijała się w sposób typowy dla krajów uprzemysłowionych – dotyczyła kilku grup ludzi, z których najliczniejsi byli narkomani zakażający się przez używane strzykawki i igły.
Choroba przybrała największe rozmiary w Rosji i na Ukrainie, gdzie głęboki kryzys lat 90. wywołał dotkliwą plagę narkomanii. Chociaż oficjalnie zarejestrowanych narkomanów jest w samej Rosji 350 tysięcy, według nieoficjalnych szacunków może ich być nawet 10 razy więcej. Narkotyki są powszechnie dostępne nie tylko w wielkich miastach, ale nawet w górniczych osadach na Syberii, do których można dotrzeć jedynie samolotem (i gdzie sprzedaje się je nawet w kioskach z gazetami). Są też tanie – według ministerstwa edukacji aż 8 procent Rosjan w wieku 11-24 lat kupowało je codziennie!
Zdrada i więzienia
Narkotyki bez kłopotu można dostać również w przepełnionych więzieniach, do których dostarczają je skorumpowani strażnicy. Chociaż seks pomiędzy więźniami jest na porządku dziennym, władze nie zapewniają im dostępu do prezerwatyw i nie ostrzegają o ryzyku. Tak jest nie tylko w Rosji czy na Ukrainie, ale również na Litwie, gdzie znaczna część zakażeń HIV w całym kraju przypadła na główne stołeczne więzienie. Te zaniedbania przynoszą ponure konsekwencje: w niektórych więzieniach nawet kilka procent osadzonych wkrótce zachoruje na AIDS.
Rosjanie i Ukraińcy przyznają się dziś do znacznie większej liczby partnerów seksualnych niż kilka lat temu, a równocześnie w sondażu przeprowadzonym przez ministerstwo edukacji w 2003 roku aż 51 procent oświadczyło, że o możliwości zakażenia się różnymi chorobami przez seks dowiedzieli się tylko „od przyjaciół”. Uczestników innego ogólnorosyjskiego badania zapytano, z kim uprawiali seks ostatni raz przed udziałem w sondażu. W 16 procentach przypadków nie była to ani żona, ani mąż – seks pozamałżeński jest zjawiskiem powszechnym.
ZSRR radził sobie z chorobami przenoszonymi drogą płciową metodami policyjnymi: zakażonych leczono przymusowo, a ich partnerów kierowano na badania. W 1996 roku zniesiono jednak obowiązujący w ZSRR przepis, zgodnie z którym lekarz pod karą grzywny musiał ustalić nazwiska przynajmniej 60 procent partnerów seksualnych pacjenta. Władze zrezygnowały z kontroli tej sfery życia obywateli. Przymusu leczenia nie ma, ale nie ma także gdzie się leczyć, jeżeli się chce. Zwłaszcza za darmo.
Te wszystkie zaniedbania spowodowały, że rozwój epidemii przypominał eksplozję. 10 lat temu oficjalnie w Rosji było kilkuset zakażonych HIV. Dziś szacunki UNAIDS – agendy ONZ powołanej do walki z epidemią – mówią o 1,6 miliona. Tylko w zeszłym roku liczba zakażonych wzrosła o jedną czwartą! Według pesymistycznych prognoz epidemiologów w 2010 roku nawet co 10. Rosjanin w wieku 15-49 lat może żyć z HIV.
Ponieważ jednak – inaczej niż w Afryce – do niedawna zagrożenie ograniczone było do narkomanów, więźniów oraz (w mniejszym zakresie) prostytutek, łatwo było uznać, że problem dotyczy przede wszystkim ich.
- Rosja ma wystarczającą infrastrukturę medyczną i zasoby, żeby powstrzymać epidemię – uważa Carel de Rooy, moskiewski przedstawiciel UNICEF, który rozpoczął właśnie akcję uświadamiającą Rosjanom, jak wiele dzieci żyje z HIV.
- Żadne pieniądze nie zmienią publicznego nastawienia do ludzi żyjących z HIV – mówi Władimir Starodubow, rosyjski wiceminister zdrowia.
Wirus dla każdego
Tymczasem z nowych danych epidemiologicznych wynika, że w Rosji coraz więcej osób zakaża się przez kontakty heteroseksualne. Jest wśród nich także coraz więcej kobiet, które wśród narkomanów stanowią wyraźną mniejszość. To jasny sygnał, że epidemia grozi każdemu.
Epidemiolodzy przewidywali to już dawno: narkomani, byli więźniowie czy geje – osoby szczególnie narażone na zakażenie – uprawiają przecież seks ze swoimi partnerami. Gospodyni domowa po czterdziestce może zakazić się HIV od męża, który skorzystał z usług prostytutki potrzebującej pieniędzy na narkotyki. W trakcie pozamałżeńskiego seksu aż 83 procent Rosjan nie używało prezerwatyw, a jeżeli ich używali, to po to by uniknąć niechcianej ciąży. Nie używa ich także połowa 20-latków. Seks ze znajomym poznanym w dyskotece albo w czasie integracyjnego firmowego wyjazdu niepostrzeżenie stał się śmiertelnie niebezpieczny.
- Na AIDS chorują dziś przede wszystkim młodzi pracujący ludzie – tłumaczył na specjalnie przygotowanej dla biznesmenów konferencji w połowie listopada ukraiński wiceminister zdrowia Wiktor Weselskij (na Ukrainie nawet 500 tysięcy osób żyje z HIV). – Przewidujemy, że epidemia obniży tempo wzrostu gospodarczego o 1 procent rocznie.
Co katastrofa na Wschodzie oznacza dla Polski? U nas oficjalnie zarejestrowano mniej niż 10 tysięcy zakażonych. Jeżeli doliczyć tych, którzy o zakażeniu nie wiedzą, prawdopodobnie jest ich dwa-trzy razy więcej. Ale to nie znaczy, że możemy spać spokojnie – także w Polsce struktura zakażeń się zmienia. Według danych Krajowego Centrum do spraw AIDS tylko jedna czwarta z nich związana jest z dożylnym wstrzykiwaniem narkotyków. Także geje stanowią tylko kilka procent zakażonych. W ponad 60 procentach przypadków sposobu przeniesienia HIV nie ustalono. W tej liczbie z pewnością znaczna część to zakażenia w trakcie „zwykłego” seksu pomiędzy mężczyzną i kobietą.
Jaka jest odpowiedź nowego polskiego rządu? Nie wiadomo. Wkrótce po wyborach „Nasz Dziennik” – gazeta zbliżona dziś do kręgów rządowych – postulował wprost likwidację Krajowego Centrum do spraw AIDS. „Naszemu Dziennikowi” nie spodobała się kampania, w której Centrum przekonywało, że dziś HIV może zakazić się każdy.
Źródło: Przekrój
